A.J.K.S. – Nienawistnik

(Zwrotka 1)
Zamknij mordę i słuchaj, ty głupia kurwo
Pewnym krokiem równo i z wyrzyganą brudną
Liryką, dziś nie zamierzam siedzieć cicho
Mam w dupie, co się stanie i pierdolę to ryzyko
Co siadało mi na banię, rozum kneblował formę
Teraz tobie kaganiec na pysk, obdarzę hojnie
Odpłacę tym gnojom i niech ich boli, niech się boją
Otoczyłem swoje „ja” merytoryczną zbroją
Krótka salwa „ra pa pa pam”, gdzie byś był, gdybyś mnie nie spotkał
I nie docenił, kogo? Przecież to zwykły prostak
Pierdolisz o spalonych mostach, śmieszna dziecino
Nabieranie słuchaczy, napój z metaamfetaminą
Jazda z tą świnią, nie! Czwórka mu wystarczy
Oponentów trzeba jebać, jak do starej tarczy w darty
Skoro mózg masz przeżarty, nie nadążasz słów wymyślić
No to skąd chuju czerpiesz aż tyle korzyści?
Podbudowane ego i chciałeś być kolegą?
Nagrana jedna płyta, szmato, gówno ma do tego
Wyciągałem nie raz rękę i olałem słaby diss
Co go stworzył pod tak ważny track, teraz się wstydź!
Następny kurwa „hjeros” wcielił się w rolę proroka
Kosuń kłamie, Kosuń kłamie, w sumie to nie moja brocha
Ale lepiej uważaj, ktoś mi to powiedział w pysk
Jak ubliżał Dębiec, szmato, wiedz że nie poczułem nic
No to o co cały krzyk? Po prostu chciałem to wyrzygać
Nie wyciągam tu prywaty, no bo raczej się nie przyda
A wcześniejsze cytaty leciały w otwartą przestrzeń
Nie lubię samego siebie, ale trochę godności jeszcze
Zostało, no powiedz jak ci smakowało, główne danie
Głupi chamie z goryczą na pierwszym miejscu
Bo to jest wojna (?) tony hejtu
Popatrz na swoją historię, dokładnie ją przewertuj!

(Zwrotka 2)
Słyszałem, że nie można nigdy się dogadać ze mną
Nie przyjmuję argumentów, no i że ogólnie ścierwo
Że ucinam znajomości, nie daję dojść do głosu
To proszę bardzo, chuje, mam sposób i kilka osób
Wymienię! Te wasze głupie pierdolenie
Ma tyle wspólnego z prawdą, co rock industrialny z Dżemem
To chyba objawienie, dla was jeszcze, dla mnie zbrzydło
Sranie na rzeczywistość, pozdrowienia ze Skidrow (?)
Kto robi okładki? Kto nagrywa podkłady?
Od lat super kolabo i niezastąpiony Krvavy
Wymiana doświadczeń, stylistyki i poglądów
Przegadane godziny, szydera z tych pustych głąbów
Podobnie jak z Ozzym, co go mieli za boneheada
(…) 303 się ponoć sprzedał
Żyć tu się czasami nie da, diabły mnie zakuły w dyby
Nie stać na wegańskie buty, no to jestem w chuj fałszywy
Nie żyję życiem na niby, ja nie jestem pan komendant
Co się z kontenerem żółci ciągle gdzieś po sieci pęta
Ta pierdolnięta era anonimowych akcji
Chcesz mój adres, to ci dam, nie boję się konfrontacji
A za atak na najbliższych, jak Cię złapię to dostaniesz
Takie bęcki, że ci blizny pozostaną już na amen
Na mordzie, na brzuchu, plecach, rany na dłoniach
Zwykle jestem spokojny, lecz jak mnie wkurwisz, no to skonasz
Zdechniesz, odjebię szybko, schowam pod glebę
Co tam mamy w pamiętniku? O, pozostał jeszcze jeden
Tylko, że tu przeciwwaga i populizm tego bitu
Nawinę, że dziękuję ci za pomoc, z fartem Krzychu
Niewarte punkty zapalne, robienie dymu
Tu, gdzie już nie wytrzymałem, pierdolę skurwysynów
Zazdrościcie mi talentu i wiary w to, co robię
Zakończyłem temat, teraz niech was wszystkich strawi ogień

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *