A.J.K.S. – SLA

(Zwrotka 1)
Uczynili ze mnie wroga społeczeństwa
I ciągle powtarzają: ta droga jest przeklęta
Mój stał się koszmarem waszych zatroskanych matek
Obnażyć własne błędy? Zobacz, jaki prosty patent
Jedziemy z tematem, jak się dzisiaj czuje wirus
Zatruci moim jadem, nie wiedziałem, że aż tylu
Kretynów potrafi pomieścić nasza Ziemia
Trup podnosi kurtynę wyraźnie od niechcenia
Zapytaj, jaka cena, bo wiem, że chcesz mnie kupić
Akcelerator strachu i rentgen Twojej duszy
I suszy gorzko w ryju, jakbyś walił od tygodnia
Odcinam (?) dla tych, co woleli się już poddać
Dobra, przepraszam, wiem, że ciebie nie znam
Obserwuję z ukrycia i patrzę, jak to pełza
Kolejna kropelka beznadziejnie tępej masy
Puste głowy, pełne ryje – widać takie mamy czasy

(Refren)
I czuję: przez chemię, przemawia do mnie Bóg
Poszerzone postrzeganie, często nie ma mnie tu

(Zwrotka 2)
Nie zamierzam (?), profanacja człowieczeństwa
Z drugiej strony trzeba nęcić, wykorzystać i nakręcać
Korporacyjne szury, co z rozjebanym odbytem
Własnym ego kruszą mury, mówiąc wszystkim, że jest w pytę
Słodkie jak likier, którym ją dziś upijesz
Ciepłe, wyuczone słowa, każdy z was już w środku gnije
Biurowa nowomowa i zakazane romanse
Ostre rżnięcie, nowy towar i wymioty, na klatce
Od nowa się schowaj, jakby wczoraj nie istniało
Firmowa skrzynka pocztowa męczy obolałe ciało
A tak im ciągle mało, pytam: komu chcą dorównać?
Co ci z buzi wyleciało? Kawał rzadkiego gówna
Wiem, jak śmierdzą słowa, przetrawione przez głupotę
Nie szata zdobi człowieka, ale (?) tu idiotę
Weź poczekaj jeszcze trochę, jaki dziś będzie finał
Może mnie nauczysz, proszę, jak dobrze dupsko wypinać

(Refren)
I czuję: przez chemię, przemawia do mnie Bóg
Poszerzone postrzeganie, często nie ma mnie tu
Nie potrzebuję nóg, bo unoszę się nad miastem
I znowu nie zasnę, bo czaszki są za ciasne

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *