Krvavy – Ani żadnej rzeczy, która jego jest

(Verse 1)
Takich nocy jak ta były już tysiące
Ciała gorące splecone jak latorośle
Ze sobą, rozpaleni jak śmiertelną chorobą
Nie żałują pocałunków między szyją a skronią
Najpierw w blasku świec widzieli swoje twarze
Tygodnie przed tą nocą snuli chmary wyobrażeń
O silnych dłoniach na jej sterczących sutkach
O smukłych palcach wędrujących po udach
A On piekląc się siedzi na swym tronie
W nienawiści tonie na cierpkim nieboskłonie
Zazdrosny jak gwoździe o krzyż patrzy na człowieka
Któremu miłość do Boga zastąpiła dziś kobieta
Wściekłość nabrzmiała niby ciała zakochanych
A On powstał, jak huk setek głowic nuklearnych
Zabrzmiała gorycz – zazdrosny o pożądanie
O żądzę i miłość ponad wszystko co się stanie

(Hook)
Argh! To targa nim zazdrość
Chciałby być ponadto, ale nie może
Pościł przez dwa tysiące pierdolonych lat
Dziś w nocy będę grzeszył, a Ty wybacz mi Boże!

(Verse 2)
On wiedział czego chce, ona chciała jeszcze bardziej
By rozlał się żywotem jak atrament po kartce
Zesztywniałe palce, gdy odurzał się jej zapachem
Atmosferę grzechu będzie czuć tu nawet rankiem
Plecy miał pocięte przez jej długie paznokcie
Nawet Diabeł mu zazdrościł siedząc gdzieś na oknie
Tych ust co prosiły o jeszcze więcej przyjemności
Mefistofala zdawał się czerwienić od nagości
Tak próżnej, że aż Stwórca spłynął z nieba
Byle tylko to zakończyć, byle tylko pogrzebać
Uczucie, którego nie zaznał, bo zwykli śmiertlenicy
Wolą gdy emocje chwilę poprowadzą ich na smyczy
Miał klucze do każdego mieszkania i mieszkania w mieście
Wszedł do pokoju przynosząc ze sobą jesień
A w dłoni dzierżył płód – martwy od stuleci
By ta kurwa nigdy nie ujrzała swoich żywych dzieci!

(Hook)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *