Krvavy – Światłocień

(Zwrotka 1)
Złudni przyjaciele to słońce i promienie
To przez nie widać cienie, wszystkie skazy
I obrazy twych upadków na kolana
Każdy szczegół, każda rana, ból
Życie beznadziejnym jest malarzem
Chciałoby w pieczarze realnych znaczeń
Zamknąć abstrakcje i gotyk twoich łez
Swe płótno ustawiłem śród płaczących wierzb
Wierzcie lub nie, nas tam wygnało światło
Gdzie blakną czasoprzestrzenie
Gdzie największym utrapieniem jest więzienie
Własnego ja, wizja podła
Wygnaniec, upodleniec naznaczony światłocieniem
Wyrok winny wydało otoczenie
Nie ogród winny, a osamotnienie

(Refren)
Nieszczęściem jesteśmy płodni, a brzemienność
Nie sposób poronić, trwa cmentarną wieczność
Naiwni w pysze ślemy wrony swych lamentów
Tam ku niebu, głośne wrzaski bez oddźwięku
Nieszczęściem jesteśmy płodni, a brzemienność
Nie sposób poronić, trwa cmentarną wieczność
Naiwni w pysze ślemy wrony swych lamentów
Tam ku niebu, głośne wrzaski bez oddźwięku

(Zwrotka 2)
Laserunki izolacji na płótnie, które cuchnie
Kostnym klejem miały spajać twe nadzieje
Jednak tworzą kontrasty barw, byś nie zlewał się
W jedność, tylko cierpko cierpiąc
Upojony beznadzieją kłaniał się niczyim bogom
Wydani wiecznym lodom na skraju ziemi niczyjej
W infamii zatopieni tkwimy aż po szyję
Zostały nam percepcji zbyt widzące oczy
I krew, którą przyszło nam niestety broczyć
Udawać, że gnicie nie jest gniciem, tylko trwaniem
I tak mrąc przyzwoicie zająć się rozkładaniem
Pośród żalu tych, co ze znamion sączą ropę
Z ran zadanych w mostek, wątrobę i podbrzusze
Czuję jak wypuszczam duszę

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *